For those about to rock (we salute you)
W 2005 roku na skostniałym rynku gier traktujących o II Wojnie Światowej pojawił się nowy gracz. Gearbox Software – bo o tym deweloperze mowa – wydał swoją wizję największej wojny świata w formie elektronicznej. Czytniki naszych, Świętej Pamięci już, konsol PlayStation 2 raz jeszcze raczyliśmy niezliczonymi wybuchami granatów, szczękiem karabinów oraz wykrzykiwanymi wniebogłosy przekleństwami (włączając w to stare, dobre „Scheiße”). Nowy konkurent dla znanych wszystkim serii
Medal of Honor lub
Call of Duty okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie kontynuował bowiem sprawdzonych i powoli nużących praktyk wcześniej wspomnianych tytułów.
Brothers in Arms wprowadzał dość istotny element w rozgrywce, zmuszając gracza do obrania konkretnej taktyki, zastanowienia się, zarzucenia wreszcie dobrze znanej Nam szarży a'la John Rambo. Wywoływał w głowie gracza skomplikowaną reakcję chemiczną, znaną dziś człowiekowi pod hasłem „myślenie”.
I w ten oto sposób doczekaliśmy się licznych konwersji dość popularnego tytułu na wszystkie możliwe i liczące się na rynku konsole. Jednak najbardziej wyczekiwaną była chyba trzecia część serii, bezpośrednio kontynuująca opowieść znaną Nam z
Road to Hill 30 (pierwsza część cyklu) i
Earned in Blood (sequel). Jest nią
Hell's Highway, obiekt Naszego zainteresowania, gra, którą dziś zrecenzuję.

Taktyka, taktyka, taktyka! Na wzgórzu szkopy, na dole my nacierający na wroga. Za ojczyznę!
Kto pragnie pokoju, musi się gotować na wojnę BiA: HH kontynuuje opowieść o losach 502. Pułku Piechoty Spadochronowej. Ponownie wcielamy się w Matta Baker'a, dowódcę 101. Dywizji Powietrznej. Chłopaki z Naszego oddziału (włącznie z nami samymi) znowu zostają wrzuceni w sam środek walki między aliantami a okupantami. Tym razem bierzemy udział w znanej chyba wszystkim Operacji Market Garden. W głównej mierze zwiedzimy więc tereny okupowanej Holandii – od zielonych, pełnych kwiatów i wiatraków łąk, przez zbombardowane miasta, na posiadłościach bogaczy, zarekwirowanych przez hitlerowskich oficerów kończąc – jest w czym wybierać.
Gra utrzymana została w konwencji serialu, a więc ścieżka fabularna jest ściśle powiązana z poprzednimi częściami. Tutaj należy się słowo wyjaśnienia: jeżeli (podobnie jak ja) nie grałeś, drogi Czytelniku, w poprzednie części gier spod znaku
Brothers in Arms, nie znaczy to, że nie powinieneś rozpocząć przygody od
Hell's Highway. Już na wstępie bowiem witają Nas znane Nam z telewizorów napisy: „Previously in
Brothers in Arms...”. Jest to doskonałe rozwiązanie dla nowicjuszy nie kojarzących wydarzeń z poprzedników, wprowadzające natomiast miłe urozmaicenie.
Poruczniku Szeregowy Kowalsky, baaaaczność!
Rozgrywkę rozpoczynamy od prologu (
BiA podzielone jest na rozdziały). Po efektownym desancie na jednym z wielu Holenderskich pól, dostajemy nasze pierwsze zadanie – musimy zrobić mały zwiad, ubezpieczając lądujące za naszymi plecami oddziały. Nie martw się, nie będę się tutaj rozpisywał o przebiegu misji, mijałoby się to z celem. Jednak często misje sprowadzają się właśnie do takich oklepanych i rutynowych działań: „zrób zwiad, zabij wrogów, zniszcz to i tamto”. Jednym z elementów natomiast, na które zwrócimy uwagę w pierwszej kolejności, to sterowanie. Wydaje mi się, że w grze FPS nastawionej na strzelanie z domieszką taktyki, sterowanie to dość istotna sprawa. Panie i Panowie z Gearbox najwyraźniej mają inne zdanie – kontrola nad postacią jest momentami niedopracowana i tak naprawdę do samego końca gry borykałem się z mniejszymi lub większymi problemami. Nie ma tragedii, da się grać, ale pewien niesmak wciąż pozostaje – chociażby rzut granatem, czy sprint pod ostrzałem potrafi nieźle zirytować (mistrzowski na tym polu
CoD wciąż niedościgniony). Tym bardziej, że w grze nie sprawujemy pieczy nad jedną osobą, ale czasem nawet nad kilkoma naraz – w późniejszych etapach rozgrywki mamy do dyspozycji trzy oddziały.
A no właśnie. Poza samym systemem osłon (postać przylega do np. ściany plecami, ujęcie przechodzi w TPP niczym w
Gears of War), mamy jeszcze członków oddziału. I tutaj właśnie na scenę wchodzi wspominana domieszka taktyki. Jak się zapewne domyślacie, w grze co rusz napotykamy opór ze strony wroga. Naziści są jak wrzody na tyłku - pojawiają się w najmniej odpowiednim momencie i za cholerę nie chcą odpuścić. Czasem trafi się jakiś czołg, czy inna piekielna machina, więc wielokrotnie będziemy zmuszeni do kombinowania. Cały trik przypomina system Aggro z
Army of Two – ustawiamy za jakąś osłoną ekipę z ciężkim karabinem maszynowym, która zapewnia ogień zaporowy i zwraca na siebie uwagę przeciwnika. W tym czasie my możemy znaleźć jakąś alternatywną drogę i spróbować zajść przeciwnika od flanki. I w zasadzie to cała filozofia. Niestety, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że w niektórych etapach system się nie sprawdza. W bardziej zabudowanych lokacjach brakuje przestrzeni i pola do manewrów. Często cała plansza sprowadza się do kilku osłon, jakiegoś budynku i pobojowiska, przez które jesteśmy zmuszeni przebiec pod ostrzałem Niemieckich Kar98k (déjà vu?). Słowo jeszcze o AI. Sztuczna inteligencja naszych przeciwników stoi na przyzwoitym poziomie – pod ostrzałem siedzą jak mysz pod miotłą, a kiedy się da, odgryzają się pięknym za nadobne. Co innego nasi koledzy z drużyny. Ci potrafią skutecznie zniechęcić do gry, szczególnie na wyższym poziomie trudności. Czasem zatrzymają się na przeszkodzie, która okaże się dla nich zbyt dużym wyzwaniem (murek). Ciężko też nimi manewrować, bo pod ostrzałem padają jak muchy, a sami specjalnie się nie śpieszą z dotarciem na wyznaczone miejsce
Podczas całej przeprawy przez okupowaną Europę towarzyszyć nam będzie mini mapka, pozwalająca na pobieżne rozeznanie się w terenie. Dobre i to. Będziemy mogli też, dla rozluźnienia, siąść za sterami jednego z brytyjskich czołgów, raz nawet trafi się misja snajperska. Sekwencje te może nie powalają na kolana, ale miło jest się oderwać od ciągłego biegu. Nie zapominajmy też o palecie dostępnych nam broni, która powinna zadowolić każdego amatora Hitlerowskich klimatów.

Jedna z najbardziej wzruszających chwil w grze.
Wojna Holenderskim kwiatem przesłonięta
Grając w
Hell's Highway raczej nie uświadczymy zapierających dech w piersi widoków. Lokacje są zamkniętymi przestrzeniami, nie ma więc mowy o podziwianiu wspaniałych panoram miasta, czy okolicznych wzniesień. Tym bardziej, że same tła dla miejsc, w których przyjdzie nam walczyć również nie powalają na kolana. Nie są to może jakieś straszne widoki, ale też nie mamy do czynienia z czymś nadzwyczajnym. Podobnie jest z teksturami – większość serwowanych nam obrazków kwalifikuje się pod tytuł „przeciętnie”. Mimika twarzy bohaterów to zupełnie inna sprawa. W
BiA emocje to nieodłączna część gameplay'u. Tutaj natomiast deweloperzy poszli po bandzie, trochę jakby pod
prąd; twarze postaci nie przedstawiają żadnych odczuć, są ”drewniane” i sztuczne. A szkoda. Na pochwałę natomiast zasługują same modele żołnierzy, czy wykonanie broni – oddane wiernie i dość pieczołowicie. Gra cechuje się też całkiem niezłą animacją postaci oraz dobrze zmontowanymi filmowymi wstawkami, które dobrze oddają trudy wojny, problemy z jakimi borykają się bohaterowie, oraz relacje między nimi. Na plus zaliczyć jeszcze muszę misję w starym, zrujnowanym i brudnym szpitalu. Nie chcę tutaj zbyt wiele opowiedzieć, żeby nie psuć Wam zabawy. Jednak sam design, wykonanie i lęk, jaki wzbudza w nas ten tajemniczy budynek, wywarły na mnie chyba największe wrażenie – bohater pokazuje tam prawdziwe oblicze swojego problemu.
Highway to... heaven?
Dźwięk. Chyba największy problem tej gry. Całkiem możliwe, że podejrzeliście już jaką ocenę wystawiłem temu tytułowi. Byłaby ona o oczko wyższa, gdyby nie muzyka właśnie. Albo właściwie jej brak – jak już napisałem,
BiA nie jest pierwszym lepszym FPS'em, dającym możliwość dowodzenia własnym oddziałem. Podczas rozgrywki towarzyszy nam wiele wzniosłych, czasem nawet wzruszających chwil. Napisałem, że wstawki filmowe spełniają swoje zadanie. Szkoda, że dźwiękowcy dali ciała, bo całość by naprawdę dobrze się prezentowała. Sama jakość utworów jest bardzo dobra. To, co mi się nie spodobało, to znikome występy utworów muzycznych. Nie pojmuję, dlaczego ktoś postanowił pozostawić grę w stanie niemal surowym, dosłownie kastrując ją z wielu doznań. W kluczowych momentach chciałbym usłyszeć odpowiednie dla wagi sytuacji utwory, pobudzające emocje gracza i jego wyobraźnię, tak jak to bywa w filmach. Zamiast tego dostajemy ubogie sceny, często dezorientujące brakiem wydźwięku (dosłownie i w przenośni).
HH na tym bardzo dużo traci, podobnie jak gracz.
Cała reszta – a więc dubbing, eksplozje, dźwięki broni – stoją na wysokim poziomie i właściwie nie mam tu czego się czepiać. Szczególnie aktorzy podkładający głos pod głównych bohaterów w kluczowych dla gry momentach dali z siebie 110%, co jak najbardziej cieszy.

Misja, podczas której kierujemy czołgiem.
Nigdy w dziejach wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym
Pomimo tego, że moja recenzja w głównej mierze skupia się na wytknięciu grze błędów, uważam, że
Brothers in Arms: Hell's Highway to wciąż bardzo dobry kawałek kodu. Pewnie, nie ustrzegł się przed wieloma błędami, często tylko drażniącymi, czasem niezrozumiałymi. Jednak w ogólnym rozrachunku gra wybija się ponad przeciętną. Nie mówię tu o grafice, bo ta po prostu jest i nic ponadto. Nie chodzi mi również o genialną ścieżkę dźwiękową, bo ta nie jest ani genialna, ani nawet dobra – zwyczajnie rozczarowuje i psuje całą koncepcje. To, co jest głównym motorem napędowym tej gry, zachęca nas do poznania dalszych losów chłopaków ze 101. Powietrznej i nie pozwala oderwać się Nam od konsoli, to fabuła. Historia kompletna, opowiedziana aby pokazać prawdziwe oblicze piekła II Wojny Światowej. Historia z bohaterami z krwi i kości, z ludźmi. Przedstawiająca Nam nie tylko głównego bohatera, ale cały nasz oddział. Pod tym względem gra dostaje 9+ .
Jak widzicie nie wszystko zagrało. Grafika przemija, wciąż się rozwija i z czasem się coraz bardziej starzeje, a więc ten aspekt podczas gry mi tak nie dokuczał. Jednak sprawa dźwięku już niekoniecznie. To samo tyczy się samego gameplay'u.
BiA jest trzecią częścią z serii, kontynuującą wątek z oryginału, a pierwszą częścią na obecnej generacji konsol. To chyba do czegoś zobowiązuje. Zamiast rozwijać ideę prowadzenia oddziału przez front i wprowadzić jakieś ciekawe, taktyczne elementy, dostajemy niedopracowaną i trochę płytką formułę znaną jeszcze z PlayStation 2. Potencjał gry został niewykorzystany, co z jednej strony smuci, z drugiej jednak daje nadzieję na poprawę błędów przy następnej części. Oby!
Bookmarks