Serię Aliens vs Predator zapoczątkowały komiksy, a te spodobały się brytyjskiemu studio Rebelion. Studio to zrobiło świetne Aliens vs Predator wydane na komputery osobiste w 1999 roku a następnie Aliens vs Predator 2 wydane dwa lata później. Czy najnowsza produkcja od Rebelion jest warta uwagi? Zapraszam do recenzji.
Aliens vs Predator nie jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniczek. Jest to po prostu kolejna gra z serii opowiadająca swoją własną przygodę. Otóż wszystkiemu winni są ludzie z Weyland-Yutani i to oni zaczęli „wojnę” pod przywództwem Karla Bishopa Weylanda. Zaczyna się od tego że badając starożytne ruiny przez przypadek odkryli pradawną siedzibę jednego z największych przywódców Predatorów. To właśnie tam znajdują „Królową Ksenomorfów” oraz uruchamiają nadajnik ostrzegający rasę Predatorów.
Gra Aliens vs Predator ma do zaoferowania rozgrywkę trzema postaciami. Pierwszą z nich jest żołnierz kolonialnej piechoty „Rookie” który przybywa aby uratować resztę drużyny. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem i zamiast nieść pomoc, Rookie zaczyna jej potrzebować. Żołnierze toczą walkę przede wszystkim z ksenomorfami czającymi się w każdym szybie i w większości ciemnych zakamarków. Ogółem nie raz można się przestraszyć.
Drugą postacią jest obcy z eksperymentu któremu nadano nazwę „Number 6”. To on uwolnił swoją królową i uciekł z korporacji Weyland-Yutani. W zasadzie w grając nim nie uświadczymy wątku fabularnego. Jako podwładny królowej mamy za zadanie wykonywać jej rozkazy, „Idź tam, zabij człowieka tu, zmierz się z predatorem jeszcze gdzie indziej” – mniej więcej tak wyglądają nasze obowiązki. Plusy grania obcym ? Jest bardzo szybki, może chodzić po ścianach, korzystać z szybów oraz wykonywać tak zwane „ciche zabójstwa”. Wyrywanie ludzkich głów, którym zwisa zakrwawiony kręgosłup, odcinanie różnych części ciała czy konsumowanie mózgów to normalka. Jeżeli spotkamy pracownika korporacji, możemy go „zapłodnić” zakładając mu na twarz Facehugger’a. Jedyna wada aliena to, to że jest mało odporny na ataki wroga.
Trzecią i ostatnią postacią jest łowca który ledwo co przeszedł inicjację na elitę . Ostrzeżony przez nadajnik zmierza na ziemię zbadać co się stało w grobowcu. Ta postać posiada najwięcej ulepszeń. Zaczynając na kamuflażu dzięki któremu stajemy się niewidzialni, kontynuując przez wizje (termowizję oraz alienowizję), a kończąc na działku plazmowym, minach, czy dysku i włóczni. Predator jest szybki oraz silny, potrafi skakać na dużych odległościach i podobnie jak alien może wykonywać ciche zabójstwa.
Tryb pojedynczego gracza wszystkich trzech ras uzupełnia się. Przejście wszystkich kompani nie zajmie nam wiele czasu. Całość zajmie nam mniej więcej siedem godzin. Gdzie na rozgrywkę Marine poświęcimy trzy godziny, Alienem dwie i pół godziny, a Predatorem około półtorej godziny. Właśnie tyle czasu potrzebujemy aby przejść wszystkie kompanie na normalnym poziomie trudności. Muszę wspomnieć o tym że rozgrywka jest liniowa i po pewnym czasie się nudzi.
Oprawa graficzna w najnowszym produkcie studia Rebelion trzyma wysoki poziom. Modele wszystkich postaci są bardzo realistyczne, a ich animacja zaskakuje. Realizm bardzo brutalnych sekwencji „cichych zabójstw” również robi wrażenie. Widok zakrwawionego kręgosłupa zwisającego z głowy ofiary, wytrzeszczający oczy Marine podczas duszenia, odpadający kawałek głowy Aliena, czy zjedzenie mózgu to, to co tygryski lubią najbardziej. Nie sądzę by ktokolwiek mógł oprzeć się takiemu widokowi. Chodź jest ich mało, to również lokacje przykuwają naszą uwagę do telewizora, szczególnie rafineria oraz dyskoteka. Podczas pierwszej misji, gdy wychodzimy z helikopteru, pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to: „Przecież to wygląda jak Killzone!”. Niestety nie wszystko stoi na tak wysokim poziomie. Niektóre tekstury są po prostu brzydkie.
Dla wszystkich fanów serii mam dobrą wiadomość. W grze usłyszymy oryginalne dźwięki z filmów.
Jak wszyscy wiemy AVP jest przeznaczone do online. Lecz czy aby na pewno ? Twórcy oddali nam do dyspozycji 7 trybów gry. Przede wszystkim Deathmatch, czyli klasyczna nawalanka pomiędzy wszystkimi rasami, Deathmatche drużynowe, Survivor, czyli drużyna składająca się z 3 Marine próbująca przetrwać kolejne fale Alienów oraz tryb Domination, czyli przejmowanie punktów i utrzymanie ich przed siłami wroga. Grać można w ośmiu, dwunastu oraz osiemnastu graczy. Za każdy wygrany mecz zdobywamy punkty doświadczenia, dzięki którym zdobywamy rangi, a te dają nam nowe wyglądy postaci. Jest to trochę bez sensu. Według mnie powinni zablokować umiejętności z pojedynczego gracza, po to żebyśmy sami mogli je zdobyć nabijając rangi. Co prawda nie udało mi się za długo pograć w tym trybie ponieważ system wyszukiwania gier jest fatalny. Zanim znajdziemy jakikolwiek mecz będziemy musieli sporo poczekać. Kolejnym fatalnym rozwiązaniem jest to że po skończonym meczu, zamiast kontynuować rozgrywkę na innej mapie, system wyrzuca nas z lobby i musimy szukać gry od nowa. Mam nadzieję że niedługo wyjdzie jakiś patch który to naprawi.
Czas na podsumowanie. Każdy fan serii Aliens vs Predator będzie się dobrze bawił z najnowszą odsłoną gry. Warto spróbować w nią zagrać nawet jeśli tym fanem się nie jest. Jest trochę przestarzałych rozwiązań ale ogólne wrażenie pozostawia dobre.
Zalety Produkcji:
-Alien, Predator, Marine
-Trzy uzupełniające się nawzajem kompanie.
-Multiplayer!
-Oprawa A/V
-„Ciche zabójstwa”!
Wady produkcji:
-Multiplayer!(System wyszukiwania gier)
-Za krótka!
-Liniowa!
-"Ciche zabójstwa"! (kolejki ustawiające się w multiplayerze)
Ocena końcowa: 7
Galeria:
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Trailer:
P.S. Jeżeli macie zamiar pisać komentarze "Fajna Recka", to sobie odpuśćcie. Co innego jeżeli będziecie chcieli powiedzieć "Głupia Recka!" ale wtedy wyjaśnijcie dlaczego.
Nie dawajcie piw za recenzje... One są jak się komuś pomoże![]()



LinkBack URL
About LinkBacks





Odpowiedź z Cytatem
(Recka)




Bookmarks