METAL GEAR SOLID 4: GUNS OF THE PATRIOTS
Najpierw
Magiczne literki M, G oraz S. Ich układ, niby przypadkowy, wprawia w ekstazę każdego fana serii. Przygody Węża mieliśmy okazję w Europie śledzić od czasów leciwego PSOne. Gra, wraz z Final Fantasy VII, zakończyła pewien etap w tworzeniu gier i pokazała nową drogę. Drogę tą wyznaczył Hideo Kojima. Nie trzeba go przedstawiać, to on właśnie odpowiada za historię nam opowiedzianą, za jej wielowątkowość i "posmak".
Zastanawiasz się zapewne, Czytelniku, jak tym razem Hideo postanowił nas zaskoczyć w czwartej już części swej serii, po ustawieniu sobie dość wysokiej poprzeczki przy okazji MGS3? Czytaj dalej...
Piękna
W grze wcielasz się w postać Solid Snake'a. Żołnierza cierpiącego na chorobę zwaną "progeria", czyli wczesne starzenie się ciała. W chwili, gdy pozostawiamy go w MGS2 jest on młodym mężczyzną, MGS4, mające miejsce zaledwie parę lat później pokazuje nam już go jako prawdziwego starca, zmagającego się z jedyną rzeczą przed którą nawet on - spec od kamuflażu - nie jest w stanie się ukryć - starością i śmiercią.
Snake posiada kompana w postaci Otacona, postaci, której uratował życie w MGS. Od tego czasu Dr. Emmerich jest wiernym kompanem naszego bohatera i poprzez codec w każdej chwili udziela nam informacji (w opcjach możesz ustawić, że wszelkie wiadomości od Otacona będziesz wysłuchiwał przez słuchawki, jeżeli takowe podłączysz do konsoli!) z pokładu samolotu należącego do ich dwójki.
I teraz najważniejsza sprawa - ta gra to papka i chaos dla osoby nie zaznajomionej z serią. Jeżeli nie grałeś w poprzednie części - nie szukaj tu niczego dla siebie pod kątem fabuły. Nie zrozumiesz ani słowa, żadnej aluzji, kawału, nie będzie to danie tak smaczne jak być powinno.
Wracając do gry - rozgrywkę zaczynamy na polu walki. Ścierają się dwie strony najemników, a wojna prowadzona jest niczym gra w szachy. Z powodu technologii wojna stała się interesem, a ludzkość i życie jednostki jest niewielką ceną w zamian za pieniądze jakie zbierają na walce ogromne korporacje. Snake ma w tym swą rolę i stopniowo dowiecie się jaką. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale możecie spodziewać się powrotu wielu postaci ze wszystkich TRZECH poprzednich części serii (fani wyłapią co jest ciekawego w tym zdaniu).
Jeżeli spojrzymy na plusy samej rozgrywki - jest ich wiele. Gra, jak zwykle, trzyma bardzo wysoki poziom patrząc na oprawę wizualną. Szczególnie modele postaci i płynność ich ruchów zasługują na pochwałę, ponieważ samo otoczenie nie zawsze przyprawia nasze gałki oczne o spazmy rozkoszy. Animacje w grze potrafi zwolnić, nie można było przed tym uciec - widać to głównie w pierwszym akcie, wiele się dzieje, biega wiele postaci. Wspomnę tylko, że z powodu grafiki i płynności jaką chcieli zachować twórcy gra na początku instaluje się na dysku konsoli przez jakieś 20 minut, następnie przez 10 minut po każdym akcie. Mi odpowiadała taka opcja - 10 minut przerwy, przymusowej, każdemu dobrze zrobi. Taka "przerwa na reklamę" w dobrym filmie sensacyjnym.
Jeżeli spojrzymy na udźwiękowienie - gra doskonale "gra" z odpowiednim kinem domowym. Ja, jako posiadacz 5.1, rozkoszowałem się atrakcjami, jakie sprawiła mi ekipa Kojimy i naprawdę czułem, że rozgrywka wciąga dzięki odpowiedniemu brzmieniu. Szczególnie w końcowych etapach...
Sama rozgrywka Węża uległa dość znacznej zmianie. Nie patrzymy na naszego bohatera już "z góry" pod kątem jak miało to miejsce przez ostatnie 3 części. Teraz mamy widok TPP z prawdziwego zdarzenia. Sam wąż poświęcił swe słynne przyleganie do ściany! Nie mam pojęcia czemu pozbyto się tak ważnego punktu rozgrywki, bo często chciałem go użyć, a postać głupkowato łapała się za powierzchnię przy której byłem dłonią. Po co? Ano właśnie - po to, aby użyć OctoCam! Jest to wynalazek Otacona i jednocześnie rozwinięcie pomysłu kamuflażu z MGS3. OctoCam przybiera barwę i teksturę każdej powierzchni jakiej dotknie Snake. Dzięki temu udawanie kamienia czy kawałka ściany jest naprawdę proste, szczególnie po zdobyciu maski na głowę z tą samą technologią. Gra nadal jest skradanką z elementami pospolitego shootera. Snake doskonale potrafi się ukrywać, ale też w sytuacji zagrożenia chętnie zaatakuje przy pomocy CQC - doskonałej odmiany walki w zwarciu. Jeżeli zaś chodzi o bronie - po raz pierwszy w historii serii możemy podnieść każdą broń upuszczoną przez wroga. Później wystarczy "spiracić" ją u zaprzyjaźnionego kupca, tak, aby pozwalała na używanie jej każdemu i mamy kolejną pukawkę! Samych broni jest multum i każdy znajdzie coś dla siebie, przy czym możemy je dodatkowo zmieniać według własnych upodobań przy pomocy różnej maści celowniczków czy tłumników.
Bestia
Dobrze. A jakie są skazy MGS4? Cóż, niestety, jest ich trochę. Jak już wspomniałem - gra ma nierówne momenty pod względem graficznym - raz wygląda doskonale, za chwilę odrobinę słabiej. Także sama fabuła jest niezrozumiała dla "nowych" szukających po prostu dobrej strzelaniny/skradanki. Zresztą samego "grania w grze" nie jest aż tak wiele - ciągłe przerwy w rozgrywce i długie filmiki czynią z niej bardziej animację z grą niż odwrotnie. Jakieś 40% gry to same przerywniki! Przy 9 h gry sami odpowiedzcie sobie czy tego szukacie. Jakby tego było mało - Kojima zaczął przesadzać w fabule i odrobinę na siłę starał się pokończyć wszystkie wątki postaci i tłumaczył wszystko jednym słowem - nanotechnologia. A walki z bossami? Wizytówką serii byli zajefajni "źli". Tym razem, poza Vampem i Ocelotem, oddział Pięknych i Bestii to czysta kpina i profanacja! Dziewczynki nie są ani oryginalne, ani nie zawsze piękne (wynajęto prawdziwe modelki do tych ról). Szkoda, bo bossowie to zawsze był dla mnie ważny punkt gry...
Jako dodatek otrzymujemy grę MGS: Online, czyli rozgrywkę po sieci w uniwersum MGS. Cóż, gra się doskonale i, bez owijania w bawełnę, ta część sieciowa gry zasługuje na wyższą ocenę niż sama "główna" gra! Przemiły dodatek. W sieci mamy standardowe tryby, jak Deathmatch, ale mamy też innowacyjne i pomysłowe gdzie możemy np. wcielić się w oddział żołnierzy a jeden z Graczy gra jako Snake. Jego zadanie? Przeżyć. Nasze? Zabić. Mniam!
Podsumowując? MGS4, mimo wszystko, to nadal doskonała gra. Niezapomniane postacie i to zakończenie, które wycisło ze mnie wszystkie łzy. Ostatnia walka. Ostatnia misja. I nostalgia do serii. Nie możecie obwiniać mnie za nostalgię - jestem fanem tej serii od początku. Pamiętam wszystkich, od Ravena i Wolf z MGS aż do Big Boss z MGS3. To jest magia i film, coś, co zrozumiecie, gdy zagracie we wszystko od początku. Pomimo wad MGS, całej serii, oraz dziwnego humoru Hideo - gra usatysfakcjonowała mnie swym zakończeniem. Dziękuję. [Pan Rysownik]
Gameplay - 8,8
Pomysł - 9,4
Grafika - 8,6
Dźwięk - 9,0
Multiplayer - 9,8
Fabuła - 9,9
Trofea - brak
Ocena Końcowa - 9,1
Galeria:



LinkBack URL
About LinkBacks













Odpowiedź z Cytatem


jesli chodzi o fabule


Bookmarks